Mój Kraków

Mój Kraków, taki piękny.
Wybrałem się na Rynek. Dziś. Godzina 17.00.
Nie pamiętam takiego Krakowa od lat 90. kiedy to chodziłem do pubu „Pod Hubą” koło Jaszczurów, gdzie mój kolega rozlewał piwo, trochę za darmo. Ci najbardziej wytrwali lądowali w Jazz Rock na Sławkowskiej, aby później wytrzeźwieć i przenieść się na Rynek. Czwarta rano, na ławce, na linii A-B, dokładnie naprzeciwko Księgarni Muzycznej, kończyło się ostatni kufel, bądź szklankę i/lub z gwinta. I ta cisza… Taka sama cisza jak dziś o tej 17. Po raz pierwszy na trzeźwo nie zobaczyłem i nie usłyszałem zgiełku miasta. Dziwne to, bo wiem dlaczego. Wspaniałe, bo choć na chwilę wrócił mój Kraków. Cichy, z latarniami, szumem sprzątających maszyn. Nawet policjanci w radiowozach tacy sami.
Tamte lata nie wrócą, ale klimat jak sprzed ćwierć wieku.
Tym razem miałem aparat. Fotografowałem puste place i ulice, i choć nie jestem w ogóle fanem landszaftów, to ta pustka jest dziwna… Chyba ten Kraków już nigdy nie będzie taki. I dobrze, bo mój Kraków już sobie poszedł… w ciszy… Trochę podobnej do tej dzisiejszej…

Comments are closed.